31 grudnia u Zosi pojawił się pierwszy ząbek. Mojej radości nie było końca - że obyło się bez większego marudzenia, gorączki, czy braku apetytu. Zawsze jednak jest tak, że jak pochwalę, to zaraz dzieje się na odwrót, więc od 2 dni walczymy! Zośka marudzi do granic wytrzymałości, nie chce jeść, popłakuje w nocy, wszystko gryzie, szybko się złości, źle śpi, ogólnie jest ciężko - jej i mi.
Żeby jej ulżyć stosuje Camille - na bolesne ząbkowanie dla niemowląt.
 |
Zdjęcie pochodzi ze strony producenta |
Sprawdza się u nas doskonale. Działa na 6-8 godzin, po czym musimy podać kolejną dawkę, żeby dało się jakoś funkcjonować. Dużą zaletą jest łatwa aplikacja oraz fakt, ze jest to roztwór doustny, bowiem wszelkiego rodzaju żele u nas zawiodły. Działały tylko miejscowo i chwilowo. Zosi podobał się fakt zlizywania ich z obolałych dziąsełek, jednak ja rezultatów nie zauważałam. Jak był krzyk, tak był krzyk.
Zaczynam obawiać się tego, co będzie później, bo to dopiero początek.
 |
Ilustracja dostępna w internecie |
Pociesza mnie jednak fakt, że w Wielkopolsce jest taki zwyczaj, że temu, kto znajdzie pierwszego zęba trzeba kupić prezent - przyjęło się, że w przypadku matki jest to suknia, ale z racji tego, że za 4 miesiące będziemy się wyprowadzać, a szafa pęka w szwach, chcę jakiś wspaniały bibelot do nowego domu, bo ząb oczywiście znalazłam JA!
A tak umilamy sobie czas, w momencie gdy Zosia akurat ma chwilową przerwę w krzyku :)
Wasze maluszki jak znosiły ząbkowanie? Jak sobie z tym radziłyście? U Was też są takie zwyczaje?